Jestem rzemieślniczką, którą najłatwiej znaleźć za drewnianym, lnianym kramem pełnym motków, koców i skór. To, co widzisz na stoisku, zaczyna się dużo wcześniej – na pastwisku. Prowadzę własne stado kóz angorskich, z których runa powstaje moher. Sama strzygę, sortuję, czeszę i przędę wełnę, a potem zamieniam ją w przędze, tkaniny, szale, narzuty i małe dodatki.
Na jarmarkach możesz dotknąć surowej wełny, zobaczyć, jak przędę na wrzecionie, obejrzeć ręcznie tkane chodniki i koce oraz naturalne skóry. Wszystko utrzymane jest w kolorach ziemi – beże, brązy, szarości i delikatne pastele – tak jak podpowiada natura. Każdy koc, chusta czy dywan powstaje w krótkiej serii, często jako pojedynczy egzemplarz.
Jeśli szukasz prawdziwego „handmade” – wyrobów, za którymi stoi konkretna osoba, jej stado i jej praca od pierwszego włókna po ostatnią frędzlę – zapraszam do mojego kramu.



